Sięgnij Po Moc – morsowanie

Modne ostatnio morsowanie jest najlepszym chyba przykładem wzmacniania organizmu poprzez wystawienie go na niesprzyjające, ekstremalne warunki! Nikogo nie namawiamy oczywiście! Polecam za to czasem wziąć zimny prysznic zamiast ciepłej kąpieli, przejść się boso po zimnej ziemi, czy w inny sposób wyjść ze swojej strefy komfortu, wystawić ciało na inne doznania!

W ramach styczniowego (2021) Wyzwania Sięgnij Po Moc - do opisania swoich wrażeń poprosiłam Barbarę Bogacką, która zawodowo pięknie robi piękne zdjęcia, także na naszą nową (ciągle w planach!) stronę internetową, Basia lubi morsować (i robi to od ponad dekady), a my lubimy ją :).

FB: https://www.facebook.com/BarbaraBogackaFotografia
WWW: https://barbarabogacka.com/
IG: https://www.instagram.com/bogackafoto/

Uśmiech i poprawa humoru to natychmiastowy skutek morsowania ! To jest najważniejsze - czuję, że żyję, jestem z siebie dumna, poprawia mi się humor, krążenie, dotlenienie wszystkich narządów, wzrasta poczucie sprawczości.

Basia Bogacka

Morsowanie zrobiło się bardzo modne w tym sezonie. Podejrzewam, że ma to związek z pandemią - szukamy sposobów na podniesienie swojej odporności. Powodów jest zapewne więcej, ale ja skupię się na opisaniu moich osobistych doświadczeń.

Moja historia morsowania.
Zaczęłam morsować ponad 10 lat temu. Nie miałam nawet smartfona, żeby udokumentować mój debiut ;)! Jak to się stało, że ja, typowy zmarźluch, śpiący w skarpetkach, z wiecznie zimnymi dłońmi i stopami, zdecydowałam się wejść do lodowatej wody? Odpowiedź jest prosta - z przekory 🙂 Chciałam udowodnić mojemu śp. mężowi [Tomkowi Bogackiemu - zginął w wypadku samochodowym], że dam radę, tak jak on. Jego z kolei namówił kolega z pracy. Panowie chcieli zwiększyć swoją odporność i wytrzymałość na zimno. Ja chciałam udowodnić, że pokonam swój strach, a przy okazji wykorzystać darmową możliwość poprawienia sobie zdrowia i kondycji skóry. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że chorowałam często, szczególnie na infekcje górnych dróg oddechowych i na zatoki. Jak już podjęłam decyzję, że chcę to zrobić, wiedziałam, że nie można się zastanawiać, tylko wejść do wody! Przed pierwszym morsowaniem bałam się najbardziej, że jednak się rozchoruję... Nic takiego się nie stało, za to poczucie dumy z siebie, że spróbowałam i wytrzymałam - bezcenne! Debiutowałam na krakowskim Zakrzówku i szybko dołączyliśmy do klubu morsów Kaloryfer. 
Moje odczucia.
Czy to jest przyjemne? Niekoniecznie... Wejście do lodowatej wody wymaga przełamania się i otwartości na nieprzyjemne doznania. To szok dla organizmu. Zimno odczuwane jest jak tysiące igiełek lub mocne szczypanie. Gwałtownie przyspiesza oddech i krążenie. Skóra robi się różowa. Czemu więc w sezonie (październik - marzec) chodzę morsować regularnie raz w tygodniu? Wejście do lodowatej wody jest szokiem dla organizmu, który aktywizuje układ odpornościowy. Wzrasta produkcja białych krwinek. Następuje też wyrzut endorfin, dopaminy i serotoniny 🙂 Ogólnie po wejściu do wody mam przypływ energii i "banana na twarzy". Uśmiech i poprawa humoru to natychmiastowy skutek morsowania :)! To jest najważniejsze - czuję, że żyję, jestem z siebie dumna, poprawia mi się humor, krążenie, dotlenienie wszystkich narządów, wzrasta poczucie sprawczości.  Dużo rzadziej choruję… zdarza mi się raz w roku jakieś przeziębienie, a dawniej bywała infekcja raz w miesiącu.  Przyznaję też, że byłam dużo spokojniejsza w związku z covidem. Myślę, że przekonanie, że mam dobrą odporność i że mój organizm sobie poradzi, to bardzo wspierające przekonanie. 

Know - how i BHP.
Jak się za to zabrać? To bardzo fajny sport - nie wymaga praktycznie żadnych nakładów finansowych, poza dojazdem do najbliższego jeziora lub rzeki oraz... odwagi. Nawet czasu zajmuje niewiele. Potrzebujemy kostium kąpielowy (preferuję dwu częściowy, bo łatwiej się przebrać) i ręcznik. Ja zakładam też buty, żeby ochronić stopy przed zranieniem (mogą być zwykłe buty do wody lub neopreny). Polecam też rękawiczki i czapkę. Kiedyś moczyłam całe ręce, ale potem bardzo bolały mnie koniuszki palców (a są mi bardzo potrzebne do pracy ;)), więc zdecydowałam się moczyć bez dłoni. Przede wszystkim robię to dla zdrowia i dla przyjemności, więc nic na siłę. Słucham swojego ciała i w wodzie jestem tak długo, jak jest mi komfortowo. Kiedy zaczynają boleć stopy lub czuję drżenia ciała, wychodzę. 
Przed wejściem do wody robię  krótką rozgrzewkę, tak żeby zrobiło mi się cieplej 🙂 Łatwiej się wtedy rozebrać.  Po wyjściu z wody trzeba się sprawnie ubrać, co może być wyzwaniem przy dużym mrozie lub wietrze, kiedy mamy sztywniejsze palce. Przydaje się duży ręcznik, szlafrok lub peleryna, w końcu przebieramy się bezpośrednio na brzegu.  Dobrze mieć wygodne, miękkie ubrania i buty.  
Po ubraniu się można trochę pobiegać i poruszać się, żeby się rozgrzać. Wtedy dopiero robi się zimno - kiedy krew, która była bliżej skóry, żeby nas ogrzać, wraca chłodniejsza do narządów.  Kiedyś wracałam truchtem do domu - z Zakrzówka na Ruczaj, potem z Bagrów truchtem lub szybkim marszem na przystanek MPK. Wtedy się rozgrzewałam. Teraz morsuję na Dolnym Jazie w Myslenicach, a do domu wracam samochodem, więc mam większą "telepkę" czyli naturalne drżenie ciała, które się ogrzewa. 
Morsowanie, jak każdy trening, daje najlepsze efekty, kiedy robimy je regularnie i dbamy potem o regenerację. Skłania mnie na przykład do większej uważności na odpowiednią ilość snu i picie odpowiedniej ilości ciepłych płynów.
Oczywiście nie należy morsować samotnie (ze względów bezpieczeństwa, bo to jednak sport ekstremalny). Grupa daje też pozytywne wsparcie. Jeśli się wahacie, pojedźcie zobaczyć morsujących - wszyscy wychodzą z wody szeroko uśmiechnięci!
Od zeszłego sezonu morsuje ze mną regularnie syn, obecnie 13 letni. Debiutował dużo wcześniej, w 2014 roku, ale to były jednorazowe wejścia. Wchodził wtedy, kiedy miał ochotę i tyle razy, ile chciał. Absolutnie nie należy nikogo zmuszać! Rok temu dołączył syn partnera - 11 letni. W tym sezonie, po trzech latach obserwowania nas, dołączył także mój partner Bartłomiej, nasi sąsiedzi z Jasienicy oraz mój kuzyn z całą rodziną (z 3 dzieci).

Podsumowując: jeśli Was to przeraża, ale jesteście ciekawi, polecam spróbować ze względu na swego rodzaju przyjemność, którą odczuwamy po kąpieli i po pokonaniu swojego strachu. Dodaje energii, powoduje aktywację układu odpornościowego, dotlenienie, uziemienie, a przy tym wzrasta także nasza samoocena i odporność 🙂

 

#Basia Bogacka

Fot: Barbara Bogacka Fotografia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *