Dlaczego (nie) ćwiczę w domu?

Podczas wyzwania: "Zacznij od podstaw" (jesień 2020) - ogłosiłyśmy konkurs na tekst pt. Dlaczego (nie) ćwiczę w domu?!

Poniżej wyróżnione treści, które być może pomogą Ci odnaleźć motywację do regularnej domowej praktyki!

1 nagroda: "Podzielę się swoją historią nie ćwiczenia i ćwiczenia jogi. Przed pandemią chodziłam regularnie na jogę dwa razy w tygodniu. Mam duży problem z kręgosłupem i jak urodziłam pierwsze dziecko kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa, ledwo funkcjonowałam. W ciąży ćwiczyłam jogę do 8 miesiąca, niestety urodzenie dziecka i opieka nad nim dała mi w kość. Oczywiście na jogę nie miałam czasu…

Po urodzeniu drugiego dziecka postanowiłam, że się nie dam. Jak  córeczka miała pół roku zapisałam się na zajęcia. Najpierw raz w tygodniu, później dwa. Ciężko było z tymi wyjściami ….ech, ale się uparłam...pierwszy raz się uparłam na coś tak bardzo. Przecież kto jak kto, ale mama musi być zdrowa i sprawna. Poza tym bardzo mnie to wspierało psychicznie, dawało odskocznię od codzienności i uczyło uważności, którą mogłam wykorzystać na co dzień.

Wszystko zaczęło się układać, aż przyszła pandemia…koniec z jogą? Jak tu ćwiczyć w domu z dwójką dzieci... i tu zaskoczył mnie mój małżonek. Uzgodniłam z nim, że  dwa razy w tygodniu zamykam  się w pokoju by ćwiczyć... Nawet dba o to żeby mi nikt nie przeszkadzał.

Oczywiście czasem wypadnie coś, że nie udaje mi się ćwiczyć, ale staram się by było to regularne. Odkąd  zaczęłam ćwiczyć jogę  w domu, moje dzieci mnie naśladują i same próbują, co mnie bardzo cieszy. Często robię sobie krótkie sesję przy nich. Niestety nie jestem rannym ptaszkiem i nie udaje mi się wstać wcześniej żeby poćwiczyć. Wieczorem, jak już wszyscy pójdą spać rozkładam matę i cieszę się samotnością. Te chwile gdy mogę być tylko ze sobą i skupić się na swoim ciele dają mi spokój i możliwość wyciszenia tego, co działo się we mnie przez cały dzień. 

Przewrotnie gdy przestałam  uczęszczać  na jogę stacjonarną więcej ćwiczę... Mam takie zrywy. Przez tydzień ćwiczę codziennie, a później ćwiczę mniej, czasami nie ćwiczę. Im więcej ćwiczę tym więcej chce mi się ćwiczyć.  Czasami  jak mam udaną sesję jogi to chciałabym podzielić się tym uczuciem ze wszystkimi, żeby każdy spróbował. Trudno uprawiać jogę w domu pod tym względem, że nie ma nauczyciela, czyli kogoś komu można zadać pytania, kogoś kto może cię poinstruować jak robić asany prawidłowo i cię wesprzeć w chwilach gdy coś nie wychodzi.
Widzę jednak, że można kogoś takiego znaleźć online i jestem bardzo zadowolona
: )
Magdalena Wójtowicz


Wyróżnienie: Czwartek, 5:30, bezlitosny dźwięk budzika. Oko się otwiera, głowa unosi powoli nad poduszkę i po sekundzie, może dwóch, opada z powrotem. Mózg już wstał i woła do ciała, żeby się zbierało, bo tyle do zrobienia przed wyjściem do pracy. Pies chrapie obok, leniwie zmienia bok, na którym śpi, wyciąga kręgosłup… psia joga. 

Ludzki kręgosłup dźwiga się z wysiłkiem, kręg po kręgu. Skrzypi, trzaska, wstaje. Od tego momentu zaczyna się gonitwa… kawa, mycie, ubranie się, śniadanie, przygotowanie wszystkiego dla chorej mamy, spacer z psem, pakowanie do pracy, wyjście. 

Kolejne osiem godzin to odciskanie krzesła biurowego. Wszystko poskręcane, kark spięty przez pozycję pracy i stres. Brak chwili, żeby nabrać głęboki oddech i dać wytchnienie ciału. Tak do 15.00. 

Potem szybki skok w samochód i w domu znów gonitwa. Obowiązki, obowiązki, obowiązki. Stres, stres, stres. 

Niewielka chwila oddechu uświadamia, że ciało aż krzyczy o ruch. Nie o spacer z psem, ale ruch świadomy, kiedy człowiek tylko na nim się skupia, na sobie, na swoich odczuciach i potrzebach. Ciało coraz bardziej „strzela i trzeszczy” w różnych miejscach, umysł czuje zmęczenie, dość ma wiecznego pędzenia, adrenaliny i stresu. Wiesz, że niedługo ciało wystawi ci rachunek za ten pęd. Nie będzie on dla ciebie korzystny. Wszystko jest jasne. Więc podejmujesz wyzwanie, chcesz ćwiczyć, chcesz sobie pomóc… Ale skąd wziąć czas? Kolejny trudny dzień, tydzień, miesiąc. Może od jutra? Jutro się uda, pojutrze… 
Maja Gwóźdź


Wyróżnienie 2:
Aniu, dziękuję za twoją jogę! Za to, że swoją pasję objawiłaś w internecie, do którego aż tak często nie zaglądam. Pojawiłaś się w odpowiednim momencie, w majówkę, w czasie gdy szukałam, jak większość z nas, wyciszenia i równowagi. Łatwo nie było, aby ten rytuał, czasem nawet 55-cio minutowy (raaany,czy to aż tyle musi trwać ?) stał się tak oczywisty jak mycie zębów każdego dnia. W końcu plan lekcji (Tygodniowy Rozkład Zajęć) był zawsze na czas, a wagary odrabiałam w weekend.
Nie raz, nie dwa pytałam siebie, o co mi chodzi, czemu wstaję z kanapy i z uporem maniaka rozkładam matę i ręcznik, by machać nogami i rękami pomiędzy fotelami a łóżkiem. A mój ulubiony jedyny domownik, czyli mąż, z zaskoczeniem obserwował, jak się można domyślać z pozycji horyzontalnej z kanapy, te moje wyczyny i komentował: no no nieźle ci idzie... Ja mu na to: to może się przyłączysz ? Ale nic z tych rzeczy, nie przyłączył się (zresztą nie byłoby miejsca w naszym M1 na drugą matę... jednak jakby tylko chciał to bym mu miejsce zrobiła, oj jakbym zrobiła ;-))

To był maj kiedy zaczęłam otwierać codziennie Klubową stronę Joga Fusion... przewracałam się lub z trudem utrzymywałam w trudnych pozycjach. Ale właśnie, dlaczego w domu? Przecież zrobiło się piękne lato, w ogródku wszystko zaczęło kwitnąć - ze mną włącznie. Na tzw. łonie natury było przyjemniej, ćwiczenia robiły się coraz łatwiejsze, a ruchy płynniejsze. Sąsiedzi z ogródków obok zaczęli podziwiać :-)...szkoda tylko że się nie przyłączyli ...ale to też dopinguje, podobnie jak słowa podziwu męża i jego takie nieme spojrzenie do sąsiadów: popatrzcie jaką kobitę mam. A koleżanki, które mnie dawno nie widziały - też odnotowały dobrą zmianę u mnie.
Zmiany tak szybko nie następują, ale….powiem wam tak: miałam chwile słabości, psioczyłam na wymyślne asany (ach te wszystkie boczne deski, itp.) aby w końcu wejść na wyżyny moich możliwości. Na czym one polegają? A choćby na tym że te 2 tygodnie wyzwania dla początkujących to teraz bułka z masłem, robi się to tak bez wysiłku, lajcik po prostu. A i jeszcze wam się pochwalę, miesiąc temu odwiedziliśmy rodzinę męża... myślałam czym tu u nich błysnąć, i co się okazuje, zwolenników jogi można znaleźć wszędzie i w każdym wieku.
Na już„moje” poranne zajęcia jogi przyszli ochoczo i co najważniejsze z maty zeszli też zadowoleni. A nie są to ludzie pierwszej młodości. Jest satysfakcja, że już prawie prawie zrobiła się ze mnie nauczycielka jogi. Może faktycznie to nie tylko moja nowa pasja?

Aniu, jesteś bezkonkurencyjna, jak można gadać co i jak przy tych wszystkich wygibasach, i co do lewej a co prawej strony przyłożyć? Ale przede wszystkim zawdzięczam Ci przemianę z leniuszka, który krzywi się na matę na prawie eksperta a w każdym razie nieźle porozciąganą dziewczynę.

Działam dalej, nie ustaję. Przed nami listopad więc już tylko zostaje mi stanowisko między fotelami. Na ogródek będzie za zimno, taras u szwagra też już odpada. Ale wiem jedno: rozkładam matę i już znajduję się w zupełnie innym wymiarze, innym miejscu. Wystarczy odrobina wyobraźni, wspomnienie lata, zapach łąki na ręczniku 😉 To pomaga w czasach ograniczonych podróży, czy nawet mikro wędrówek po mieście i parkach... Asia Franecka
PS: Aniu, w zał. kilka zdjęć na dowód że nie jestem gołosłowna i nie próżnowałam.


Wyróżnienie 3: Cześć Ania, zmotywowałaś mnie do podzielenia się swoj historiją (a przy okazji do poczwiczenia polskiego 🙂 )
Dlaczego (nie) ćwiczę w domu. O, ile jest wymówek…
Na początku nie miałam maty, potem brakowało klocków, wałka, krzesła, innych klocków - przecież nie można bez podstawowych narzędzi wykonywać asany prawidłowo.
Potem nie było miejsca przy ścianie – a na co mam się opierać, szczególnie w staniu na głowie?
Nie wiedzałam jak układać zajęcia – kupowałam książki, i to się kończyło czytaniem.
Teraz jest dużo zajęć online – aż za dużo, jak tu wybrać.
Stopniowo eliminuję przeszkody, tylko pojawiają się nowe:
Postanowione: jutro rano ćwiczę, nastawiam budzik godzinę wcześniej. Rano dzwoni budzik: nie otwierają się oczy, jeszcze 10 minut, potem jeszcze 10 minut. Snooze w telefonie wyłącza siłę woli też. W końcu wstaję o zwykłej porze i nie mam czasu na jogę.
Poćwiczę podczas obiadu, pracuję w domu, mogę rozłożyć matę o dowolnej godzinie – praca mnie pochłonęła. Odrywam się od komputera tylko coś zjeść i skoczyć do łazienki.
Dobra, jeszcze wieczorem będzie czas. Ale po pracy jestem taka głodna, a po jedzeniu nie da się ćwiczyć przez 2-3 godziny.
Ale chociaż przed snem, może tylko krótki rozruch i oddech na uspokojenie. Odpalam telefon żeby włączyć muzykę relaksacyjną i... godzina później: wszystkie social media przejrzane, likes zaznaczone, komentarze dodane, poczta przeczytana i tylko sztywne plecy przypominają, że miał coś innego być zrobione. Już późno, trzeba iść spać.
Jutro na pewno poćwiczę, nawet nie zbieram maty. Rano boli głowa/brzuch/coś jeszcze, nie chcę mi się ruszać, pada i zimno albo świeci słońce i jest za jasno w pokoju, w domu skończyło się mleko do kawy i trzeba pilnie iść do sklepu, gotować, sprzątać, kiedy tu znalieść czas…

Ale już kiedy ćwiczę, to wiem dlaczego:
- Żeby się ruszać prawidłowo i żeby ciało nie bolalo.
- Żeby mieć więcej energii.
- Bo przez jogę poznaję fajnych ludzi, zwiedzam inne miasta i kraje (i wierzę, że to wróci).
- Teraz najlepsi nauczyciele są dostępni online, i nieważne gdzie mieszkam.
- Żeby te wszystkie wymówki nie przeszkadzały, pozwałam sobie ćwiczyć tyle ile mogę, nawet jak to jest 5 minut rano, albo jak mam siłę tylko na pozę trupa wieczorem, albo minutę na świadomy oddech w ciągu dnia. Przestałam dawać z siebie wszystko, tylko żeby wykonać asanę – to powoduje urazy i wyłączenie z ruchu. Szukam przyjemności. I ciało samo zaczyna przypominać, że czas na jogę. Natalia Korosteleva


Klub Joga Fusion
Dobry ruch!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *