4

pozwól sobie wyjść poza schemat

Nie wiem do końca skąd ten temat się wziął i dlaczego rozpoczęłam przygodę z anatomią w wieku dalekim od studenckiego. Może zwykła ciekawość, a może kilka lat chronicznego bólu i chęć zrozumienia swojego ciała. Oto kilka istotnych zmian, które współczesna integracyjna  anatomia wniosła do mojej praktyki i prowadzenia zajęć:
Po pierwsze: więcej zaufania do swojego ciała i mniej lęku przed “nieprawidłowym” ruchem.
W sumie nia ma czegoś takiego jak zły i dobry ruch dla wszystkich. Dla konkretnej osoby, z konkretnego powodu jakiś ruch może być niewskazany, ale to nie znaczy, że jest “nieprawidłowy”. Na przykład choćby kontrowersyjne dla wielu rolowanie kręgosłupa, kontra unoszenie się z prostymi plecami. Ciągle natykam się na artykuły o złowieszczym tytule w stylu “nigdy więcej nie roluj kręgosłupa!” Cóż, pamiętajmy, że nie jesteśmy samym kręgosłupem, jest sporo tkanki mięśniowej i powięziowej wokół   Na pewno będą konkretne, terapeutyczne powody, dla konkretnej osoby aby tego nie robić. Jednak skoro możesz zgiąć się do przodu i podnieść lekki przedmiot z podłogi bez uszczerbku na zdrowiu, to dlaczego nie możesz zrobić tego na zajęciach jogi na przykład? Ten przykład jest mi bliski, ponieważ przez wiele lat wstawałam z prostymi plecami, a teraz też radośnie się roluję. Oba warianty są super, w zależności od celu. W moim konkretnym przypadku, rolowanie okazało się zbawienne i pomogło mi świadomie użyć mięśni głębokich do stabilizacji stawów krzyżowo-biodrowych i odcinka lędźwiowego w czasie podnoszenia tułowia, jak i zwiększyć elastyczność powięziową i czucie w tym odcinku. Oczywiście nie robiłabym tego dźwigając zakupy…czyli dużo zależy od sytuacji.
Po drugie: wychodzenie poza stałe wzorce, czyli więcej różnorodności.
W pozycjach jogi szukamy często perfekcji i pełnej kontroli. Tymczasem warto pozwolić sobie na eksperymentowanie i sprawdzanie co się dzieje, gdy np. zmienimy środek ciężkości, oderwiemy rękę, wyjdziemy poza typowe 90 stopni itp. Dzięki temu rozwinie się jeszcze bardziej inteligencja kinestetyczna, a umysł pozostanie bardziej otwarty i elastyczny na zmiany. To co ja zaczęłam świadomie stosować, to mniej kontrolowany ruch, np. bujanie, sprężynowanie. Wplatam te elementy w sekwencje aby z jednej strony promować elastyczność powięziową, a z drugiej pozwolić sobie na działanie instynktowne. Bardzo odświeżające uczucie. Niezależnie od metody jogi jaką stosujecie, polecam dodać choćby jeden mały element, który będzie odbiegał od stałego wzorca!
Life is like riding a bicycle. To keep your balance, you must keep moving. Albert Einstein
Po trzecie: inne spojrzenie na elastyczność ciała.  
W koncepcji Anatomy Trains, z badań wynikło, że są różnice w typie tkanki łącznej o charakterze genetycznym. Dwa bieguny: tancerza świątynnego i wikinga. Same te nazwy pomagają już wyobrazić sobie typ budowy i poziom elastyczności.
Tkanka wikinga jest gęsta i mniej elastyczna, powoduje dużo tarcia, dlatego oddaje ciepło. Wg Toma Myersa prawdopodobnie wytworzyła się w klimacie północnym. Oczywiście teraz wszystkie typy są wszędzie. Takie osoby będą z natury sztywniejsze, ale właśnie takim osobom praca nad elastycznością powięziową jest bardzo potrzebna dla zrównoważenia. Dobrze dobrane sekwencje ruchu m.in. pozycje jogi, mogą w znacznym stopniu wpłynąć z czasem na poprawę elastyczności. Może ktoś z was odnajduje tutaj swój opis.
Tkanka powięziowa w typie tancerza jest luźna, elastyczna i podatna. Prawdopodobnie rozwinęła się w cieplejszym klimacie. Osoba z natury hipermobilna, pewnie z przeprostami w stawach i zapewne z tendencją do “zawieszania” się na stawach. Znam ten typ, bo też do niego należę. Może być odrobinę trudniej upewnić się, że dana osoba jest w tym typie, bo mamy też sporo napięć, w końcu jakoś trzeba się trzymać. Zrównoważenie tego typu elastyczności nie jest wcale łatwe, wymaga pewnego cofnięcia się, powstrzymania przed wchodzeniem w pełne zakresy w stawach i bardzo świadomej pracy nad stabilizacją stawów. Moim zdaniem, jeśli tradycyjna joga, to w parze z innym treningiem stabilizującym, lub joga nieco zmodyfikowana, jak współczesna vinyasa flow, strength core itp.
Jakie ma to dla nas znaczenie? Inne podejście do ruchu, inne podejście do praktyki asan. Na zajęciach w grupie nie jest to wcale proste, ale jeśli mam świadomość swojego typu, mogę spróbować zmodyfikować niektóre ćwiczenia.
Dla mnie jako instruktora jogi, ta informacja ma duże znaczenie, dlatego chcę na zajęciach grupowych połączyć różne elementy, które będą przydatne dla każdego typu. Z tego też powodu unikam sesji, które zbyt długo koncentrują się na jednej płaszczyźnie ruchu. np. tylko skłonach do przodu, czy tylko wygięciach itp. a raczej tworzę kombinację ruchów. Dzięki temu jest szansa, by wszyscy mogli odnaleźć balans.
Po czwarte: ból jest sygnałem.
Mam na myśli doświadczenie bólu, który nosimy w swoim ciele. Jestem pewna, że każdy z nas ma takie miejsca. Czasem powraca, aby przypomnieć, że już za długo siedzimy przy biurku i czas się poruszać, a czasem, aby przypomnieć, że czas przystopować i odpocząć. Możemy ten sygnał zignorować lub na niego zareagować. Tkanka powięziowa to m.in. nasz całościowy organ czuciowy i tkanka, która nas kształtuje i pełni wiele innych funkcji, również w odbieraniu bodźców bólowych przez nocyceptory.
Moja zmiana reakcji polega na tym, że przestaję myśleć o bólu jako czymś pożądanym, bądź niepożądanym, a raczej odbierać go jako sygnał. Gdy przypomnę sobie swoją praktykę sprzed lat, ból był przeze mnie wyczekiwany i miał oznaczać przekraczanie swoich granic. Teraz, jest jak czujnik uważności, który pyta, “halo, halo, jesteś tu?” Kiedy pojawia się w czasie praktyki, zatrzymuję się, aby poczuć i zdecydować jaki będzie następny krok, a świadomość ciała i czucie głębokie będzie ważnym czynnikiem tej decyzji.
Kiedy długo siedzę przy komputerze i dostaję sygnał np. w postaci napięcia w plecach, mogę zmienić pozycję, poruszać się lub zdecydować o pozostaniu, jeśli to w danej chwili konieczne. Najważniejsze, że zauważam ten sygnał i decyduję, a nie pozostaję w ignorancji.

Cieszę się ogromnie, że mogę doświadczać i rozwijać się, integrując ze sobą holistyczne podejście do człowieka jakie ma w sobie system jogi oraz równie holistyczne naukowe podejście. Co ciekawe, nie wykluczające się, a raczej uzupełniające.

*Pisząc ten tekst korzystałam m.in. z materiałów kursu Slings Myofascial Training, w którym uczestniczyłam.

Comments 4

  1. Zaczynalam od jogi Iyengara i z czasem zaczęłam poszukiwać większej swobody w ruchu, głównie dlatego, że zauważyłam, że moje ciało nie zawsze jest pasującym puzzlem do wzorca pewnych pozycji, bo ma swoją indywidualną budowę, bo potrzebuje nie tylko sztywnych, wojskowych ruchów, ale też tych plynnych, falujacych, rolujacych. Czasami uczęszczam na warsztaty jogi prowadzone przez nauczycieli metodą Iyengara (Robert Spica, Ewa Wardzala) i czuję się jak odmieniec, że moja joga to nie joga bo przecież tylko trzymając się jednego stylu( jedynego, słusznego) nie pozbawiamy się potencjalnych korzyści z niego wynikających. Ale ja czuję, że jest odwrotnie…i cieszę się, że nie jestem sama. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś być na warsztatach u Ciebie, bo joga fusion to coś z czym ja się bardzo zgadzam i dobrze czuję. pozdrawiam

    1. Całe szczęście mamy już sporo różnych stylów do wyboru. Widzę też, że nawet w bardziej tradycyjnych szkołach wprowadza się zmiany, to proces jak wiadomo. Ważne aby znaleźć coś, co będzie sprzyjało rozwojowi :) Pozdrawiam Cię serdecznie!

  2. Czytelne i wnikliwe zachęcenie do uważności na pracę ze swoim ciałem. Zauważenie, że każdy jest inny i ćwiczy tym, co ma. Namaste

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *